Czekamy na Maleo

Torba Szymonowa, była sportowo-adidasowa, a stała się skórzano-steampunkowa. Niezłe gadżety można zrobić ze skóry, polecam przejrzeć galerię na deviantarcie, bo to posłużyło mi jako główny punkt odniesienia ;)





PS. To największa torba, nad jaką dotychczas pracowałam ;)

W sobotę słuchamy na żywo pozytywnych dźwięków Maleo Reggae Rockers. Co by tu polecić? np. TO
Dla zwolenników takowych klimatów również TO i TO

Natalia secesyjna

Tydzień próżniacko i hedonistycznie skupiony na urodzinach ;) Dzisiaj powracam już do maszyny i materiałów. Popatrzcie, jaki ładny prezent dostałam, Alfons Mucha pewnie się w grobie przewraca z zazdrości :)


arctc.b

Domowa fabryka spojrzeń

Dzisiaj przybliżę Wam sposób, w który robię moje lusterka. To nie takie trudne, choć tutorial wydaje się skomplikowany. Mam nadzieję, że zdjęcia skutecznie pomogą ;) Powodzenia!

1. materiały:
- lusterko prostokątne 6cm x 8cm, 3mm grubości
- tektura 3 mm grubości
- klej Magic
- kawałek wybranego materiału 10cm x 12cm

2. narzędzia:
- nożyk do tapet
- nóż krążkowy
- linijka długa i linijka krótka
- filc albo gąbka zamszowa (moje nowe odkrycie!)

3. elementy:
- lusterko
- spód z tektury
- ramka z tektury
- pokrowiec z materiału
- ramka maskująca


U szklarza zamawiamy prostokątne lusterka o wymiarach: 6cm x 8cm i grubości 3mm(!). Do tego zaopatrujemy się w sklepie dla plastyków w tekturę o tej samej grubości(!), czyli 3 mm. Każdy bok lusterka szlifujemy kamieniem, żeby się nie pokaleczyć. Do obudowy potrzebujemy wyciąć dwa kawałki tektury:
-spód, który jest zwykłym prostokątem 8cm x 10cm
-ramkę: 8cm x 10cm od zewnątrz i 6cm x 8cm od wewnątrz
Ja wycinam tego fabryczną ilość:




Sklejamy nasze trzy główne elementy: najpierw ramkę ze spodem, następnie lusterko wprawiamy w ramkę:





Idziemy do kącika krawieckiego. Z wybranego materiału wycinamy prostokąt, z kazdej strony zostawiając 2 cm marginesu. Rogi obudowy zaznaczamy kredką na materiale (zaznaczyłam je żółtą kredką, której niestety nie widać na zdjęciu)





na maszynie zaszywamy każdy z czterech rogów w ten sposób:





Obudowę wkładamy do pokrowca, a marginesy przyklejamy do przedniej ramki. Trzeba mocno docisnąć! Najlepiej położyć na lusterku jakiś opasły słownik i zostawić na 10 minut do wyschnięcia.





W czasie schnięcia wycinamy z filcu lub gąbki zamszowej ramkę maskującą, o wymiarach identycznych jak w ramce tekturowej. Akurat zgubiłam nóżek do tapet, więc użyłam kuchennego ;p





Jeżeli wszystkie wymiary są w porządku, jeżeli nic nie odstaje, możemy przykleić ramkę maskującą do przodu lusterka, znowu docisnąć i poczekać aż wyschnie





Na koniec oczywiście starannie myjemy lustro płynem. I gotowe! :)



Repetę proszę!

Dlaczego
dziewczyny
chcą nosić
worki?


Witaj wrześniu

Wszystkie dzieci poszły do szkoły, tylko ja zostałam w domu, żeby się bawić. Kocham wrzesień, najbardziej spośród dwunastki braci! Pogodę mamy idealną. Wyszywam sobie i szydełkuję, dzięki czemu czuję, jakbym wróciła do podstawówki... :) Podglądając zmrużonym okiem, wygląda to tak:



Efektem są bransoletki



Które cały czas przymierzam i testuję. Lubię patrzeć na nie, gdy są na moim nadgarstku ^^



Przy obecnej aurze koniecznie włączamy w słuchawkach coś w stylu Stereo Hearts...
albo The Zephyr Song... ;)

Rondo

Po co komu 32 stopnie na termometrze? Przerasta mnie troszkę ta temperatura, zdecydowanie wolę działać w deszczu, zamiast w upale. Zwłaszcza, że ja już jestem myślami w ciut chłodniejszych klimatach i właśnie wprawiłam w ruch szydełko. Mam już zrobioną torebkę jesienną, w kolorach godnych tej porze roku, którą już bezsprzecznie okrzyknęłam nr 1 na zbliżający się sezon. Prosta, okrągła, z samych półsłupków, rozweselająca mnie od wewnątrz i na zewnątrz :)



Zaczynam się bać, bałagan z mojego pokoju zaczyna wychodzić już na balkon. Skąd to się bierze?

Spadajcie listki z drzew!

Czekam na rudawo-złoty wrzesień, mój ukochany miesiąc, rześki i kolorowy, nigdy nie nudny. To on jest prawdziwym początkiem roku, nowego sezonu, a na licznik znów nabije mi się liczba o jedną cyferkę wyższa ;)
Obecnie jestem jakaś taka niespokojna, rozstrzelona we wszystkie strony, to chyba skutek uboczny super wyjazdów, ogromu inspirujących ludzi spotkanych na woodstocku i nawału pracy, pchającej mi się do rąk. Pracuję powoli i mozolnie, ale bezustannie. Myśli nie dają mi spokoju, bo cały czas tworzą coś nowego. A rączki nie nadążają, nawet w notowaniu, co dopiero w wykonaniu... ;)
Dlatego czekam na jesień, bo jak nie we wrześniu, to w październiku już na pewno ochłonę i uspokoję się - wtedy w mój plan dnia zaingerują władze wyższe, stanę się im uległa i posłuszna. Po półrocznej przerwie!


------------------------------------


A co my tu mamy?
Pierwsza porcja toreb z bannerów od ŻuŻu :D
Pocięłam już wszystko co miałam, teraz kawałki czekają w kolejce do maszyny. Niestety Złe Ludy pozbawiły mnie tymczasowo aparatu, więc na następną fotosesję trzeba będzie poczekać. No i nie będzie w najbliższym czasie progressowych zdjęć :(








Król kolorów

W lecie zdecydowanie rządzi błękit.
Na niebie chciałoby się go więcej i częściej, ale zawsze można wybrać torebkę skąpaną w tym kolorze. Cieszy oczy.

Dodajemy do tego kolejne inspiracje indyjskie.





No i nie pomińmy faktu, że został wykonany nowy model! :D

W drodze na przystanek

Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat ;)

Jestem w przerwie między wakacyjnymi wyjazdami. Dopiero wróciłam z rodzicami z gór, a teraz przygotowuję się do kąpieli błotnych w Kostrzynie nad Odrą - czyli jadę na Woodstock! :D

Mam swoją favikonkę (ten kwadracik przy adresie na pasku górnym). To zasługa betty, mojej najwierniejszej fanki, którą coraz częściej mam ochotę uskrzydlić :]

Co do torby - jest chwilowym powrotem do pierwszego modelu szytych przeze mnie torebek. Tak bardzo się za tym stęskniłam... :)





niczym Bollywood





Tafta i cekiny wprawiają w klimat iście indyjski...
Trochę błysku i bogactwa nie zaszkodzi, zwłaszcza, jeżeli mają okalać nasze piękne oblicza! ;)










Ach, to wolne.. dużo książek się czyta, przez co człowiek czuje się bardziej kreatywny myślowo. Najwięcej mądrości nachodzi mnie podczas samotnych spacerów (ale spacer w moim wykonaniu oznacza marsz na czas) oraz podczas mycia głowy. Czemu wtedy? Nie wiem. Z kolei przed snem i po przebudzeniu się mam w głowie jedynie pustkę, widocznie to dla mnie czas czegoś w rodzaju bezmyślnego katharsis.

Ostatnio przeczytałam "Pasję życia" Irvinga Stone'a - historia Vincenta van Gogha, jego całe dorosłe życie: jakimi ścieżkami kroczył, zanim odnalazł drogę malarstwa, potem lata trudnych doświadczeń, biedy i morderczej pracy; gorączka, bezsenność i bezkompromisowość. Pasja i miłość w każdej odsłonie; bezgraniczna, nieodwzajemniona miłość do kobiet (i pytanie: czy miłość nieodwzajemniona na prawdę jest miłością?), dla przeciwwagi bezwzględna, braterska lojalność i pomoc.

Na samą myśl o tej książce robi mi się gorąco... "Listy do brata Theo" - obowiązkowo do przeczytania! Ale na razie trochę odsapnę od ciężaru tego żywota ;)